Jeden kradnie, publikują wszyscy. Czyli jak to się robi w polskim internecie

fot. Piotr Bławicki
Nie ma to jak ukraść zdjęcie, opatrzyć je znakiem wodnym z linkiem do swojego konta , dodać zabawny napis i już mamy profesjonaly materiał dziennikarski. (przypadek z dzisiaj)

Takich przypadków jest cała masa i każdy kto zawodowo zajmuje się fotografią zetknął się z tym nie raz i nie dwa. Ze względu na ilość zleceń i brak czasu zwykle nie chce mi się tym zajmować. Ale dzisiaj mnie tknęło, bo na jaką stronę internetową nie wejdę, tam widzę swoje zdjęcie.

Od dwóch dni cała Polska żyje sprawą bezprawnego upublicznienia na facebooku nagrań rozmów polityków. Człowiekiem, który ponoć złamał prawo zajęła się prokuratura. Czy fotograf też może liczyć na takie zaangażowanie propkuratury? Bo prawo autorskie zostało ewidentnie naruszone.

Poniżej źródłowa fota jaką zrobiłem ministrom Ewie Kopacz i Radosławowi Sikorskiemu. Było to na posiedzeniu rządu z dnia 15 czerwca 2010 roku. Prawo do jego sprzedaży posiada agencja fotograficzna East News. Agencja nie sprzedała tego zdjęcia „hipsterskiemu maoizmowi”. Skąd je wziął? Komu zapłacił za publikację tego zdjęcia? Na moją prośbę o podanie danych do faktury za wykorzystanie fotografii, do teraz nie uzyskałem odpowiedzi.



Czy w Polsce zawodowe media są zwolnione z przestrzegania prawa autorskiego i dołożenia należytej staranności przy publikowaniu materiałów prasowych? Patrząc na poniższe publikacje ...




Trwa ładowanie komentarzy...